• Wpisów:3
  • Średnio co: 33 dni
  • Ostatni wpis:121 dni temu
  • Licznik odwiedzin:710 / 135 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wiem, że w stosunku do tego co przeżyłam problemy ze szkołą są błahostką, ale dzisiaj się popłakałam.. oczywiście po szkole, żeby nikt nie widział no ale jednak. Nie ma to jak poprawiać się na 5 i usłyszeć w dzień wystawiania ocen, że wcale nauczyciel nie ma zamiaru postawić mi tej 5.. Nieważne, chociaż żal lekki jest, bo średnia 4.73 (od 4.75 pasek).
Hmm więc piszę o moich kolejnych niepowodzeniach w życiu..
Mając jakieś 6-7 lat kąpiąc się wyczułam małego guzka pod pachą, na węzłach chłonnych. Powiedziałam mamie od razu do lekarzy i w ogóle.. trafiłam do onkologa, który bez żadnych badań stwierdził, że taka moja uroda i nie ma co go ruszać. Gdy jestem chociaż trochę przeziębiona nie mogę czasem ręką ruszyć do tej pory ale ok
W dodatku kiedyś, będąc na koloniach spadłam z karuzeli.. prosto na kolano oczywiście
Po upadku spojrzałam na kolano i zobaczyłam kolejnego guza, tylko większego i twardszego. Opiekunowie stwierdzili, że pewnie jakaś kość mi się przemieściła. To był ostatni dzień kolonii, wieczór a rano miałam wracać do domu. Odmówiłam gdy zapytali czy chcę jechać do lekarza. Wróciłam do domu, moja mama jako pielęgniarka od razu zauważyła, że cos jest nie tak. Pojechała do pracy, a gdy rano wróciła miała rękę w gipsie. Okazało się, że w pracy spadła ze schodów i złamała rękę. Powiedziała, że ja też muszę jechać do lekarza z nogą, wiec pojechaliśmy z bratem do lekarza po skierowanie a następnie do szpitala. Okazało się, że to kolejny guz.. Wysłali mnie na cito do centrum matki polki, bo nigdzie w okolicy nie było chirurga dziecięcego, mama jednak znalazła go i pojechałam za jakieś 2 dni na wizytę. Powiedział krótko "nowotwór". oczywiście mama w płacz a ja nic.. Z jednej strony ucieszyłam się, że w końcu się to wszystko skończy, jednak potem zobaczyłam mamę jak płacze. Zrobiło mi się tak cholernie przykro, że musi przeze mnie plakac no ale pomyślałam dobra.. zapytam co można zrobić. Lekarz wysłal mnie na badania, które miały stwierdzić złośliwość guza. Czekałam jakieś 2 miesiące. Okazało się że guz jest wielki (80mm), głęboki bo w warstwie podstawowej kolana, i w dodatku uciska na nerwy, stąd ból. Cech złośliwości nie stwierdzono. Sprawa ucichła. Czasem boli, ale znowu "taka moja uroda".
Jutro mam egzamin zawodowy z teorii, nic się nie uczyłam, bo znalazłam pracę. W weekend spałam 2 godziny, bo lecę na dwie prace. Pieniędzy przybywa, bo wiem ze muszę zbierać na prawko i ogólnie myślę o mieszkaniu.
Miałam jeszcze napisać o Arturze.. Byłam z nim na spóźnionej majówce (już wspominałam).
Zrobiliśmy sobie noc szczerości, wiadomo zawsze mówię mu prawdę jednak chciałam się dowiedzieć o jego sprawach o których mi nie mówił. Na początku wiadomo, jakieś słabe rzeczy typu jakie to gafy popełniliśmy w zyciu, przeszło na rozmowy o wstydliwych tematach i w końcu, gdy już byliśmy lekko pijani opowiadaliśmy sobie o rzeczach, których najbardziej żałujemy w życiu. Ja oczywiście powiedziałam, że żałuję, że spotykałam się z Szymonem. On też powiedział, że bardzo czegoś żałuje i bardzo mu wstyd za coś ale nie umiał mi tego powiedzieć. Nie naciskałam, zmieniłam temat i w ogóle myślałam, że zapomniał po czym przerwał mi i powiedział "miałem romans".
Generalnie to mnie zatkało, nie wiedziałam co mam powiedzieć, myślałam że to mnie zdradził czy coś.. znowu milczałam a on kontynuował, że jak miał jakieś 18 lat spotkał na imprezie kobietę starszą jakieś 15-20 lat starszą od siebie. Miała męża, dzieci.. spotykał się z nią jakieś 3 miesiące do czasu, gdy mu powiedziała, że się w nim zakochała. Wiesz co zrobiłam ? Po prostu wstałam i wyszłam na taras zapalić fajkę, nie mogłam na niego spojrzeć tak mnie brzydził, że jak on mógł spotykać się z jakąś 40 latką żonatą w dodatku. Potem zaczął mnie przepraszać za to co powiedział, że nikomu o tym nie mówił i żałuje, że to zrobił.
Nic nie mówiłam do rana, żadne z nas nie spało. Rano też próbowałam z nim rozmawiać ale nie potrafiłam. Nie wiem czemu tak się zachowywałam.. Po prostu chyba po nim się tego nie spodziewałam. Generalnie myślałam, że sobie żartował, cały czas miałam nadzieję, że powie, że żartował, że chciał sprawdzić jaka będzie moja reakcja czy coś. Czekałam cały dzień.. Nic takiego nie powiedział, nie chciałam się przytulić, bo cały czas przed oczami miałam tą kobietę (nie znałam jej, nie wiedziałam jak wygląda) po prostu stworzyłam sobie w wyobraźni jakąś osobę i tyle.
Do tej pory tak średnio chcemy wracać do tego tematu.. Nie wiem co mam myśleć, ale zaostawiam sobie to na później bo jak na razie myślę o jutrzejszym egzaminie.. Idę się uczyć i może w końcu odeśpię cały weekend ( w sumie przez 2 dni spałam 4 godziny). Mimo wszystko lubię jak mam tak dużo pracy
Standardowo dziękuję bardzo za przeczytanie, pozdrawiam
 

 
Moją naj­większą wadą jest to, że nie po­siadam fil­tru między języ­kiem i mi­miką a myślami..
To znowu ja. Zamiast się uczyć znowu tutaj przychodzę, ale jakoś tak mi lepiej jak się wypiszę.
Tak więc miałam pisać dziś o mamie..
Więc tak, moja mama jest silną kobietą. Po śmierci taty, oczywiście miała chwilowe załamania, ale teraz jest w miarę ok. Mimo wszystko od tamtej pory coś się zmieniło..
Mama nie ma do mnie szacunku tak szczerze mówiąc, mimo że jako jedyna dbam o dom, gotuję obiady i w miarę się uczę ( czerwony pasek) nadal uważa, że za mało się uczę i nic nie robię w domu. Istotne jest też to, że dostaję stypendium, jednak nie jest ono aż tak duże żebym mogła sobie na wiele rzeczy pozwalać. Dodam, że zapisałam się na prawko, podchodziłam już kilka razy i dalej nie mogę zdać.. w dodatku od jakiegoś posunęłam się do kradzieży pieniędzy. Nienawidzę siebie za to, bo wiem że to najgorsze co mogłam zrobić, jednak nie miałam pieniędzy na egzamin.. Więcej tego nie zrobię, obiecałam to sobie. Nie muszę chyba wspominać, że oprócz tego, że dla mamy jestem nikim to nie oszczędza mi wyzwisk typu: dziwko, szmato i takie tam.. Oczywiście Konrad jest święty, reszta rodzeństwa też.. Tłumaczę to sobie, że po prostu musi na kimś odreagować, jestem silna psychicznie (tak mi się wydaje) więc nie będę reagować.
Poza tym nie zawsze taka jest, czasem ma dobry humor i dużo rozmawiamy.
2. Miało być o chłopaku..
Moim pierwszym chłopakiem był niejaki Szymon. Był 2 lata starszy, poznałam go jak był w 3 klasie technikum o takim samym profilu co ja ( byłam w 1 klasie). Przedstawiał się jako mającego dobre oceny, problemy i takie tam.. Ojciec nie żyje, rodzeństwo za granicą i w ogóle. No i oczywiście ja, chcąca pomóc każdemu na świecie zaczęłam z nim dużo pisać. Długo pisaliśmy, w końcu po jakimś roku pisania zaczęliśmy się spotykać, potem razem być. Już na początku podejrzewałam, że nie ze wszystkim był ze mną szczery. Mianowicie, zaprosił mnie do domu, okazało się że ma ojca ( mojej miny chyba nikt nie chciałby widzieć). Potem kolejne drobne kłamstewka no ale uważałam, że dam radę to znieść.. Po 3 miesiącach związku pojechaliśmy na wakacje no i wiadomo mój pierwszy raz.. Myślałam, że to już będzie ten jedyny. Co prawda byłam z nim prawie 2 lata. Pomagałam mu w nauce, wspierałam we wszystkim co robi i naprawdę chciałam żeby zdał maturę ( pisałam mu różnego rodzaju prace, zapisałam na korepetycje). Okazało się, że wcale nie tak dobrze mu idzie z nauką, że wcale nie ma prawka ani jego ojciec nie jest martwy. Po prostu ( ja sobie tak wytłumaczyłam) że chciał stworzyć kogoś podobnego do mnie, żebym zdobyła zaufanie i myślała, że przechodził przez to samo. Okazało się, że jego ojciec jest alkoholikiem no ale dla mnie to nie miało znaczenia. Jeśli ktoś ma rodziców, nawet najgorszych to uważam, że należy się do nich przyznawać - jednak to im zawdzięczamy życie tak naprawdę. Dobra zostawiam to. Zaczął się sezon 18-stek mojego rocznika, na każdej imprezie piliśmy oboje, jednak nigdy nic się nie działo, aż do czasu gdy przyszły urodziny mojej koleżanki.
Trochę wypił, ja się źle czułam więc mało piłam.. jako że było dużo znajomych tańczyłam ze wszystkimi kolegami, koleżankami. Jemu już coś się nie podobało, koło 2-3 w nocy już wszyscy byli nieźle wstawieni. Brat koleżanki, która miała urodziny chciał ze mną zatańczyć, bez problemu się zgodziłam. Był trochę pijany, ale jeszcze ogarniał, obracając mnie w tańcu niby "dotknął mnie za nisko". Nic nie czułam, on sobie to wmówił chyba bo nikt też tego nie zauważył.. Mój "kochany" Szymonek wyrwał mnie z jego rąk, szarpnął mnie za nadgarstek i "wywlukł" na dwór. Poszliśmy za budynek, gdzie nikogo nie było i wtedy go tak naprawdę poznałam i już wiedziałam, że niczego nie mogę być z nim pewna. Zaczął mi wyrzucać, że co ja sobie wyobrażam, że jak się zachowuję itp. Ja zaprzeczałam na wszystkie jego oskarżenia, że niby jakoś inaczej patrzę na brata koleżanki. Po tym jak już nic nie odpowiadałam (wiedziałam że nie ma sensu bo jest pijany) dostałam najpierw z liścia, a następnie z zaciśniętej pięści w ramię.. Chciałam uciec z tego ciemnego rogu, jednak cały czas trzymał mnie za nadgarstek, uderzył mnie jeszcze raz po czym zaczął mnie przepraszać. Zaczęłam płakać, wyrwałam się jakoś i uciekłam. Moja dobra koleżanka akurat wyszła zapalić.. zobaczyła, że płaczę i że on idzie za mną. Tylko zdążyłam jej powiedzieć żebyśmy uciekały i pobiegłyśmy gdzieś na ulicę.. szłyśmy, ja płakałam i nie chciałam się zatrzymać w końcu zobaczyła, że coś musiało się poważniejszego stać skoro płaczę. Wydusiłam tylko, żeby na niego uważala i tyle. Zdążyłam to powiedzieć a on już przy mnie był, płakał, przepraszał a ja nic. Przestałam płakać, powiedziałam, że to koniec i tyle. On zaczął mnie błagać, tłumaczyć że nie wiedział co robi i w ogóle, po czym ja już nic nie mówiąc poszłam z koleżankami na imprezę, poszłam do łazienki i tam siedziałam i płakałam. Nie wierzyłam, że po 2 latach mogę stwierdzić z czystym sumieniem, że go nie znam. ale naprawdę tak było. Przyszedł i oznajmił, że wracamy do domu bo jego kolega zaraz po nas będzie ( taka była umowa..miałam u niego spać a potem Konrad miał po mnie przyjechać ). Powiedziałam, że w żadnym wypadku z nim nie wracam. Zadzwoniłam po Konrada, żeby po mnie przyjechał.. Myslal ze jestem już u Szymona a jak powiedziałam, że nadal u Olki to się trochę wkurzył i powiedział, że znowu ja robię akcje z Szymonem ( chociaż od początku go nie lubił) i że mam na spokojnie z nim wracać a on mnie odbierze od niego. Podziekowałam i się rozłaczyłam.. po jakiejś godzinie zadzwonił do mnie że już jest i ze mam wyjść bo już na mnie czeka. Pożegnałam się ze wszystkimi i poszłam. Ogolnie nasłuchałam się w aucie jeszcze, że nie wyśpi się przeze mnie a jutro ma gdzieś jechać i w ogole. Wiedziałam, że nie mogę płakać, ani też gadać żeby go nie denerwować jeszcze bardziej. Siedziałam ponad godzine drogi i cały czas nad tym myślałam co się stało. Wróciłam do domu i od razu położyłam się spać, przespałam chyba cały dzień.. Konrad mnie obudził i jak złapał mnie za ramię coś mnie zabolało.. zobaczyłam co tam mam a tu się okazało że siniak na poł ręki. Spytał skąd to jest, zaczęłam zmyślać ze musiałam się gdzieś uderzyć ale on złączył fakty i od razu wyparował że go zabije jak tu tylko przyjedzie. Oczywiście zaprzeczałam, że to nie on i w ogole no ale jemu nie przetłumaczysz. Około godziny 18 przyjechał kurier z kwiatkami i listem z przeprosinami ( telefon cały dzień miałam wyłączony).. potem przez kolejny tydzień codziennie dostawałam bukiet ale mimo to się nie odzywałam.. w końcu postanowiłam odebrać telefon i powiedzieć że ja wiedziałam co mówię i nie chce z nim być. on chciał się spotkać , powiedziałam że spotkam się z nim tylko po to, żeby mu to powiedzieć prosto w oczy i tak zrobiłam. Przed tym jednak zadzwoniła do mnie jego mama z wyrzutami dlaczego to ja się do niego nie odzywam skoro on mnie przed jakimś kolegą moim bronił, jak to usłyszałam to się zaczęłam śmiać i zapytałam kto jej to w ogole powiedział.. powiedziała, że Szymon nie musi wiedzieć o tym ,ale chce się ze mną spotkać i pogadać. Do tej pory się z nią nie spotkałam, z nim kilka razy po tej akcji. Płakałam jak zrywałam z nim w tym samym miejscu co to wszystko się zaczęło.. wiedziałam że muszę. z jednej strony już tęskniłam, a z drugiej wiedziałam że przekroczył granice. Mogłam znosić kłamstwa ale nie takie cos. Potem była moja 18 na którą go nie zaprosiłam oczywiście, złożył mi telefoniczne życzenia. Powiedział że szkoda że nie jesteśmy razem bo by mi dał super prezent, nawet nad tym nie pomyślałam tylko podziękowałam i rozłaczyłam się.
Potem dostawałam smsy jak gdzieś byłam na mieście typu "ale ty schudłaś" i w ogóle tego typu. Zaczynałam się bać. W dodatku na moją 18-stkę koleżanka u której zakończył się mój związek przyszła z kolegą, z którym jestem do teraz
Może to wszystko za szybko ale nie żałuję.
Z Arturem spotkałam się pierwszy raz 3 dni przed moimi urodzinami, przedtem sporo pisaliśmy. Okazało się, że jak spotkałam się z Arturem i rozmawiałam z nim czekając na pociąg za mną stała jego siostra ( z którą jakoś nie gadałam szczególnie, jakoś nie przypadłyśmy sobie do gustu). On ją widział, ale nie wiedział że to ona no i ja się z nim pożegnałam (buziakiem w policzek) odwracam się w stronę pociągu a tu ona. stoi , patrzy na mnie i nic nie mówi po czym wsiada jak gdyby nigdy nic do pociągu.. jedzie w moją stronę, bo mieszka jakieś 15 km ode mnie.. po drodze dostaję smsa od Szymona, że super że już się z kimś liże na dworcu... szlag mnie trafił.
Od tamtej pory widziałam się z nim może 2 razy przypadkowa, raz w szkole i raz w wordzie ( gdzie niby miał już prawko). Nie potrafił mi powiedzieć czesc, a jego brat patrzył na mnie jakbym była najgorsza na świecie. Napisałam mu smsa "powodzenia" i tyle. odpisal mi, pogadałam z nim z grzeczności, żalił się, ze jest chory i ma problemy w rodzinie, ale nie dałam się znowu oszukać.
Pisał do mojej siostry ciotecznej, ze to przeze mnie nie zdał matury, ograniczałam go, a na koniec zostawiłam.
Ehhh...
Do tej pory nikt nie wie co tak naprawdę się stało, dlaczego zakonczylismy ten związek.. Oprócz Konrada.
Mama do tej pory czasem mi go wypomni, teraz jest Artur. Jest moim przyjacielem. Wiadomo, ze nic nie mówię mu z takich rzeczy jak tutaj, ale naprawdę dużo mu zawdzięczam. Mimo wszystko nie ufam nikomu w 100 %. Zawiodłam się i to bardzo, chociaż i tak praktycznie nic o mnie nie wiedział (Szymon). Resztę sobie dopowiedział, a i tak wyszło, że znowu jestem najgorsza.


Następna historia o nocy szczerości z Arturem..
Dziękuję, za przeczytanie.
  • awatar Chloë Phoebs: Kochanie, przeczytałam oba twoje długie wpisy. Współczuję ci strasznie. Bądź silna! Pisz dalej, mam nadzieję, że ci to pomaga. Ściskam mocno :***
  • awatar despacito: @tease: wiesz co? Chcę już opuścić dom no ale niestety jak narazie jestem zależna od mamy.. A jeśli chodzi o te 2 lata to wiem że nie mogłam go poznać tak żebym była pewna jego każdego zachowania, ale w życiu czego takiego się nie spodziewałam.. Wiesz o co chodzi? No i w ogóle dziękuję, że tu zaglądasz :)
  • awatar tease: Smutne troche to co piszesz. Otacza cię patologia, rodzina cie nie wspiera. Na twoim miejscu starałabym się jak najszybciej opuścić to środowisko. Co do byłego chłopaka, no brak slów. Tacy ludzie sie nie zminią, a jeśli już to na gorsze. Myślałaś ze go znasz po 2 latach razem? Dziewczyno, niektorzy cale zycie ze soba spedzaja i się tak naprawde nie znaja. Życzę ci, zebys kiedyś spotkała normalnego człowieka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Piszę tu, bo może w rzeczywistości nie mam z kim pogadać. Mam nadzieję, że jakoś mnie zrozumiesz.. Nie będę kłamać, będę opisywać moje życie takie jakie jest - czyli dość skomplikowane i hmm.. marne?
Jestem Kejsi ( pseudonim od popularnego imienia) mam prawie 19 lat i mnóstwo problemów. Wiem, że to duże określenie, wiem też, że z perspektywy czasu te "problemy" młodych ludzi stają się śmieszne, jednak z niektórymi zmagam się strasznie długo i uwierz, nawet przez chwilę mnie nie śmieszyły.
Mając 6 lat straciłam tatę, zginął w tragicznym wypadku w pracy. Mam także 3 rodzeństwa, z których jeden brat jest moim przyrodnim (mojej mamy panieńskie dziecko). Konrad ( bo tak ma najstarszy, przyrodni brat na imię jest starszy ode mnie o 9 lat. ) Gdy miałam mniej więcej jakieś 7-8 lat, właśnie o to ten brat zaczął mnie molestować.. Ja jako mała dziewczynka nie wiedziałam o co chodzi, wiedziałam tylko, że to nasza tajemnica i nigdy nikomu jej nie mogę powiedzieć, Wszystko zostaje między mną, a bratem. Zawsze po wszystkim pozwalał mi pograć na telefonie, komputerze itp. Nigdy nikomu o tym nie powiedziałam choć mam prawie 19 lat, jestem dorosła, mam chłopaka, a on ma dziewczynę ( i to kolejny problem). Nigdy nikomu nie odważyłam się tego powiedzieć, stąd ten blog. Poza tym, nie dochodzi do stosunku. Wiem, że to obrzydliwe, strasznie się tego wstydzę i nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z rodziny czy znajomych się o tym dowiedział, ale z drugiej strony mam za dużo już emocji w sobie, czasem już się gubię, np. mój chłopak mnie dotyka czy coś, a ja w pewnym momencie myślę, że to znowu Konrad, każę mu przestać i w ogóle potem mi głupio, potem zawsze tłumaczę, że to dlatego, że muszę gdzieś iść, coś zrobić czy cos w tym stylu...

Kolejną ciężką sprawą, także związaną z najstarszym bratem jest jego dziewczyna, która jest w moim wieku, chodziła ze mną do klasy od samej "zerówki". Sylwia w szkole uczyła się średnio, raczej tylko słabsze oceny z matematyki tak jak ja.. Jakoś się przyjaźniłyśmy nawet przez pewien czas, chodziłyśmy do siebie, uczyłyśmy się razem (mieszkamy w miarę blisko). Potem wiadomo dziewczyny zaczynają dojrzewać, więc i wygląd się zmienia na bardziej kobiecy i właśnie ją natura obdarzyła ładną twarzą, świetną figurą, tylko niestety zabrała jej rozum. Sylwia zaczęła umawiać się z kim popadnie, mi przestało się to podobać ( zawsze wolałam pograć w piłkę i chłopaków traktowałam zwykle jak kumpli z boiska, pierwszego chłopaka miałam dopiero w szkole średniej ) (kolejny problem, który na szczęście zakończyłam). Do sedna.. Sylwia w gimnazjum opuściła się w nauce do tego stopnia, że prawie nie zdała, z ledwością dostała się do jakiejkolwiek szkoły no i najlepsze jest to, że w gimnazjum bardzo docinała mi z powodu Konrada.. ,że jest jej szoferem, że wszędzie ją zawiezie jak tylko będzie miała na to ochotę i w ogóle robi z nim co chce, mimo wszystko nie byli wtedy razem. Sylwia wolała innych chłopaków niezależnie od wieku. W każdym razie okres gimnazjum się skończył i ona w pierwszej klasie szkoły średniej najzwyczajniej wpadła, nie wiadomo z kim ani gdzie.. Wtedy nawet jakoś mnie to nie dziwiło, już dawno się nie przyjaźniłyśmy, dlatego, że ja za wszelką cenę chciałam jej pomóc prezestać się zachowywać jak typowa blachara czy dziwka ( przepraszam, ale naprawdę tak było). Niestety, gdy już wiedziałam, że nic nie mogę zrobić, to odpuściłam. Okazało się, że moja najlepsza przyjaciółka z którą przyjaźniłam się odkąd skończyłyśmy po 5 lat, przyjaźni się z Sylwią, którą ja "opuściłam", zaczęły wszędzie razem jeździć, do mnie się nie odzywały, obgadywały mnie i takie tam, ale wiedziałam, że to tylko koniec gimnazjum i niedługo będę już w innej klasie, sama bez żadnych znajomych, bo z tego co się orientowałam nikt nie idzie do mojej wybranej szkoły. Jak już mówiłam Sylwia nie zwracała na mojego brata uwagi w gimnazjum. Gdy urodziła dziecko (był to sezon 18-stek bo to ten rocznik) okazało się, że nagle spotyka się z moim bratem.. Nie toleruję tego związku do dziś.
Wiesz co ? Ona skończyła ledwo gimnazjum, on jest po studiach wyższych (mgr, inż.) pracuje w zawodzie, wziął kredyt na 20 lat, kupił mieszkanie, które sam remontuje ( pomaga mu mój chłopak, bo go o to poprosił) i wprowadza się do niego ona, razem z tym dzieckiem.
Nie wiem czy jestem o niego zazdrosna, czy po prostu nie chce mi się wierzyć w to, że kiedyś powiedziałam sobie, że "taka szmata jak ona i tak kiedyś w życiu będzie miała lepiej niż niejedna szanująca się osoba" i miałam rację. Podczas ich związku ( czyli coś ok. roku) oczywiście zdarzyła się już mini zdrada, wtedy mój brat przyznał mi rację, że jest taka jak mówiłam i w ogóle, bo się jakoś z tym specjalnie nie kryję, że jej nie znoszę no ale oczywiście, jako że zna jej rodziców (bo kiedyś pracował z jej mamą ) musiał wiedzieć, że nic nie mówi na niego ( mówiłam, żeby się tym nie przejmował, bo to tylko jej kłamstwa) no ale zadzwonił do jej mamy i powiedział, że już z nią nie jest, że to co ona mówi (dokładna odwrotność rzeczywistości, czyli że on ją zdradził) jest kłamstwem. Po jakiś 30 minutach zaczęły się smsy typu " nie wyobrażam sobie życia bez Ciebie, kocham Cię" "chciałam tylko sprawdzić czy Ci na mnie zależy i dlatego to wymyśliłam", chciała obrócić sytuację w tą stronę, żeby tylko myślał, że żadna zdrada nie miała miejsca. on uwierzył, a ja - nie. Kilka tygodni później dowiedziałam się od koleżanki z gimnazjum, którą przypadkowo spotkałam, że ten gość teraz do niej pisze i dowiedziała się co Sylwia z nim robiła. Prawda jest taka, że teraz Sylwii rodzicom bardziej zależy na tym związku niż jej samej.
Wczoraj z moim chłopakiem byłam u niego w mieszkaniu, zostawił nam klucze i pojechał do pracy. Artur ( mój chłopak robił remont) a ja mu pomagałam. Konrad wrócił wcześniej i ja zażartowałam, że skoro ona ma tu mieszkać to niech przyjedzie i zrobi cokolwiek, na to on mi odpowiedział, że ona by przyjechała no ale nie chce żebym ja była zła, bo wie że jej nie lubię i w sumie to jej przykro, że z nią nie rozmawiam , chociaż ona tak bardzo by chciała. Dodał, że powiedziała mu, że ona sobie nie wyobraża jak ona będzie z nim mieszkać i żyć, skoro ja jej nie lubię i pewnie mówię każdemu dookoła jak ja ją postrzegam. Wybuchłam śmiechem, poważnie. Robi z siebie taką ofiarę, że po prostu jest aż śmieszna. W końcu powiedziałam, że gdyby mi powiedziała choć głupie :cześć: inaczej by było, na co on, że Sylwia to zawsze mi mówi cześć tylko, że ja jej nie odpowiadam, na to już udałam że nie słyszałam, bo wiedziałam że jeszcze moment i mogę wybuchnąć. W każdym razie napisał do niej,ona chce przyjechać, Konrad już wyjeżdza a ona pisz smsa że jej brat chce przyjechać, już tego nie musiałam komentować bo Konrad wiedział, że będą tylko problemy, ten jej brat to taki typowy gimbus..  Za kilka chwil, przyjechali, grzecznie odpowiedziałam na przywitanie, bawiłam się z dzieckiem, ona oczywiście nic nie robiła.. Mimo, że dziecko spało. Artur skończył pracę, Konrad musiał jechać do mojej mamy bo go o to prosiła więc zostałam tylko ja, Artur, Sylwia i jej spiące dziecko. Artur poszedł się wykąpać więc zostałyśmy same, mimo, że siedziałyśmy w kuchni, nie zaproponowała mi nic do picia, nic się nie odezwała, nic nie robiła, tylko najzwyczajniej w świecie wzięła telefon i siedziałyśmy tak w ciszy po dwóch stronach stołu. Artur się wykąpał, ja rzuciłam szybkie na razie i w końcu pojechaliśmy do domu. Pierwsze co, to jak wyszłam przypomniały mi się wszystkie sceny z tego dnia.. Ona  siedząca na telefonie, wtedy gdy Konrad przebiera dziecko, Konrad całujący dziecko w czoło,  dziecko, które mówi do niego "tata", Sylwia, która mówi, że nie jest zadowolona z wyglądu mieszkania po remoncie ( mimo, że przed tym było naprawdę okropnie, a my spędziliśmy kilka godzin, żeby doprowadzić do porządku choć jedną ścianę), my pracujemy, a ona tak otwarcie mówi, że jej się nie podoba. Miałam już wtedy wyjść jednak Artur cały czas mówił "kochanie jestem z Ciebie dumny", wiedziałam, że nie mogę jej wygarnąć, bo stracę brata ( tak tego samego od macanka )...  chore. W końcu nawet nie wiem jak, bo nie pamiętam drogi, wróciliśmy do domu.. Weszłam do domu i po prostu przytuliłam się do Artura i zaczęłam płakać, nie wiem czemu.. Może po prostu, że już nie mogłam dłużej udawać miłej szwagierki i super cioci ( nie reagowałam nawet jeśli naprawdę mały działał mi na nerwy, Artur też nic nie mówił mimo, że kilka razy samochodzik lądował u niego w wiadrze z gipsem..) tak czy siak, płakałam ile się da, Arturowi nic nie powiedziałam mimo, że pytał.. a ja cały czas myślałam nad tym dlaczego to życie jest tak niesprawiedliwe, że jedni mają wszystko a drudzy nic..

Następny wpis będzie o mojej mamie, szkole i moim pierwszym chłopaku..
Mam nadzieję, że Cię nie zanudziłam, wiem że tekstu jest sporo i może niektóre zdania są niepoprawnie napisane, ale piszę pod wpływem emocji, nic nie edytuję, bo boję się że mogę spanikować i usunąć wszystko. To mój pierwszy tego rodzaju wpis. Proszę powiedz mi co mam zrobić w takiej sytuacji, wiem, że nie mogę się na niej mścić, chcę tylko, żeby brat przejrzał na oczy, bo nic do niego nie dociera..        
Z tym molestowaniem to hmm.. i tak nic nie zrobię, wiele razy jeszcze jako nastolatka uciekałam, płakałam i takie tam ale nigdy w życiu nikomu nic nie powiedziałam, tak zostanie do grobu, tylko najgorzej mnie obrzydza to, że on czasem przyjeżdża od niej, idzie do mnie do pokoju i robi mi takie rzeczy..Dlatego nigdy nie chce spać sama. Zawsze bym chciała żeby ktoś przy mnie był. Brzydzę się tym wszystkim - nią i nim.
Nawet nie wiesz jak mi lżej teraz na sercu. Dziękuję Ci za Twój po święcony na przeczytanie tego czas.
  • awatar tease: Witaj, żaden ze mnie psycholog, ale uważam, że powinnaś się udać do specjalisty po pomoc. Otaczają cię toksyczni ludzie, a ten brat to porażka powinnaś go zgłosić odpowiednim organom. inaczej nigdy nie da ci spokoju
  • awatar Yoasiczka: Witamy i powodzenia :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›